Radosci Embarkacji XD :)

10 Styczeń 2010

San Juan, Puerto Rico, stoimy w porcie.

Czas na cos weselszego. Od 11.30 mialysmy grac “embarcation sets” czyli w skroce “granie na powitanie” na wejscie nowych pasazerow. Ale centrum statku ze scena okazalo sie ogrodzone zoltymi wstazkami i nie dano nam przejsc. Okazalo sie, ze elektrycy byli uwieszeni sufitu na 13tym pokladzie i grzebali cos w oswietleniu. Zajelo im to kolejne pol godziny, dzieki czemu “Serenade Strings (to my :P )” mogly zjesc sniadanie. Erm, lunch znaczy… XD (Sniadanie podaja do 9 rano, trudno sie wstaje jak sie zwykle gra do polnocy…-.-).
Wrocilysmy o 12tej i okazalo sie, ze zewszad z glosnikow leci muzyka – nawet by mi sie podobala, taka hipnotyzujaca jak wczesne utwory JM Jarrea, rzecz w tym, ze glosna byla i nieco sie z nami gryzla. No to przestudiowalam wszystkie guziczki na scianie sceny aby to wylaczyc. Nie dalo sie. Pytam w barach, recepcji, skad to dranstwo nadaja, nikt nie wie. Pasazerowie juz weszli, Marta czeka ze skrzypcami. Trudno, idziemy do Cruise Dyrektora. Casey bardzo nie lubi kiedy mu sie d… drobiazgami zawraca, wiec nie odrywajac sie z biurka, wrzasnal “Bell!!!” – przyleciala blondyna z pokoju obok, kazal jej isc z nami. Tez nie znalazla zrodla dzwieku, dzwoni po technikow od naglosnienia, nic. W koncu jednak Casey oderwal sie od biurka. Wszedl na scene, mysli. Dzwoni gdzies, wiecej technikow przybywa, oblatuja wszystkie 13 pokladow statku, nic. Z Marta zaczynamy dostawac glupawki i usilujemy imitowac na skrzypcach i fortepianie tajemnicze dzwieki. Nawet Casey sie usmiechnal, co nie zdarza sie czesto XD
W koncu jakis technik polecial po elektrykow, co wczesniej grzebali w suficie. Postali, pogapili sie, mysla. Staff Kapitan sie zainteresowal – Polak zreszta. Wszyscy sie glowia. W koncu komus gdzies tam udalo sie przykrecic jakis glosnik, tak, ze muzyka zelzala o polowe. Na tyle, ze mozna bylo grac.
I tak z 4 godzin embarkacji zrobily sie niecale dwie.
Fajnie bylo :P
Teraz wolne i cwiczenia alarmowe o 20tej. Mam nadzieje, ze tym razem kochani pasazerowie nie beda mi usilowali sie bawic moja kamizelka ratunkowa XD


St. Lucia – wyspa bez-Nadziei

7 Styczeń 2010

Ma wzgorza o ksztalcie zblizonym do wzgorz na Wyspie Nadziei.
Tak jak tamta, wyrosla na wulkanie (ale krysztalow brak). Nawet z jednego krateru wydziel sie siarka. Ludzie przyjezdzaja tam tlumami leczyc astme. Ja zatykalam nos, bo mnie mdlilo od “zapachu”.
St Lucia ma gesto porosniete lasy deszczowe, gdzie roslinnosc jest tak skodensowana, ze poza wyznaczonymi szlakami, trudno sie przez nie przecisnac. Ale jest mnostwo kwiatow. Dzikie Anturium, masa innych ktorych nie znam nazw. I plantacje bananow, drzewa chlebowe, kakaowe… piekne sa.
St Lucia jest goraca i sloneczna jak Wyspa Nadziei. Ale tam jest czysto a tu wioski sa biedne, ciasne i o zlej kanalizacji.
Tylko jak sie patrzy na te gory… I ocean z kazdej strony.
Wtedy serce boli i czuje, ze Gaia placze.

St Lucia jest tak podobna do Wyspy Nadziei. To tak boli.

Nie ma juz Gai we mnie, byla tylko w tamtych gorach. Nie ma nikogo. Statek jest tak ogromny a ja sama, bardziej niz kiedykolwiek.
Nie wiem, co bedzie potem, strach ogarnia tak, ze nie chce sie zyc.

Caribbean - St. Lucia Island

Gaio, boje sie. Gaio gdzie jestes…

Elindil…


Noc i Wigilia na oceanie^^

25 Grudzień 2009

Serenade of the Seas, gdzies miedzy Grenada a Barbados, na trasie do San Juan.

Kiedy w Polsce juz zasiadaja do sniadania, u nas wlasnie koncza sie wigilijne imprezy. Jedni odreagowuja Swieta alkoholem, inni juz spia. Ja siedze w internecie. Tak chyba lepiej…
Swieta to dla nas dosc zajety czas – niektorzy maja wiecej pracy, my troszke wiecej grania. Ale osobiscie mi to nie przeszkadzalo. Na “Suit Party” o 17.00 ludzie nawet zaczeli tanczyc do naszej muzyki. Bylo milo, chociaz trzesly mi sie rece przy keyboardzie. Ciagle jeszcze nie moge przyzwyczaic sie do sceny…

Ocean lekko kolysze statkiem, hipnotyzujaco. Zawsze to uwielbialam. Odlatuje wtedy umyslem, albo usypiam. Potem teskni sie za tym uczuciem. Choroba marynarzy :) Wyglupialismy sie dzis na cwiczeniach alarmowych, co by bylo jakbysmy na nastepnych zagrali pasazerom melodie z Titanica :P No dobrze, nie bede testowala na sobie poczucia humoru Kapitana ^^
W kazdym razie to taki troche Star Trekowy swiat. Blizszy znacznie mojemu swiatu, o wiele blizszy niz Polska. Zasady etyczne podniesione do potegi. Poczucie bezpieczenstwa. Nikt nie ma prawa sie narzucac, nikt nie ma prawa NICZEGO narzucac. Obserwuje te 59 pozostalych narodowosci, tak jak na Enterprise sa rozne rasy i miedzygwiezdne kultury. To fantastyczne dowiadywac sie ciagle czegos nowego o innych krajach. Uwielbiam sluchac opowiesci polskiego oficera, co sie dzieje na mostku i kto tym razem wciagnal niewlasciwa flage przy dobijaniu do wyspy. Albo ze komputer pokladowy sie zawiesil a z nim cala nawigacja statku.
Uwielbiam stac na pokladzie kiedy ruszamy z wyspy i wyplywamy na otwarty ocean. Albo patrzec na statek z ladu, kiedy wyrasta ponad zabudowania prawie jak Enterprise w pierwszym odcinku The Next Generation.
Uwielbiam prowadzic wirtualne dyskusje z Elindil, o naszym przyszlym zyciu i o tym, jak obie odkrywamy siebie na nowo a ocean czyni nasza wiez jeszcze silniejsza, chociaz tesknota boli.
Kocham Ocean.

Wesolych Swiat!!!

Wasza Elbereth


Welcome back, Q :*

29 Listopad 2009

Q…

No i przecież się nie powstrzymam :D

A to dla samej siebie – aby łatwo było odnaleźć :D

Oh my God XD ^^


gdy nie wiadomo o co chodzi…

21 Listopad 2009

chodzi zwykle o władzę ;)

Czasem załamuje, a czasem już tylko rozśmiesza polityka nienawiści pewnych osób, uważających się za przedstawicieli Katolickiego Kościoła wobec innych wyznań, a także innych niż hetero orientacji seksualnych. O Eru, chwała Ci, że nie ingerujesz w swoje melodie i Ty jeden wiesz, że Morgothowe dysonanse potęgują tylko dramatyzm Wielkiej Symfonii i tym bardziej czyste i piękne wyda się jej zakończenie.
Takich Morgothów zesłałeś do tego świata tysiące. Wśród przywódców religijnych, albo politycznych. Od tych wielkich, jak Hitler i jego naziści, co wymordowali miliony Żydów, a wcześniej Inkwizycję, co wybiła tysiące Pogan, Katarów i niezliczone ilości innych, do takich małych, współczesnych. Co manipulują ludzkimi umysłami, mamią pozorną przyjaźnią i słodkimi słówkami, aby powoli sączyć jad, w najchętniej młode umysły.
Jacy przerażeni czują się, kiedy władza wymyka im się spod kontroli. Ciągle zagadką dla mnie jest, dlaczego to właśnie nad tą jedną “dziedziną” ludzkiego życia chcą mieć taką władzę. Instytucja, która tysiąc lat temu znana była z rozpusty, co wprowadziła celibat m.in. po to, aby zapobiec dziedziczeniu majątków księży (co odebrałoby je Kościołowi), ludzie, określającymi się jako dobrzy katolicy, ale starający się zepchnąć kobiety do roli zwierząt rozpłodowych… Fanatyzm, co teraz nie może znieść, że już… no właśnie. Nie może. Nie może zabijać, nie może zamknąć do więzienia, nie może zabronić ludziom myślenia i wolności. Bo nastały czasy etyki – kiedy “nie zabijaj” zyskało na wartości i nabrało szerszego znaczenia. Stało się “nie zabijaj drugiego człowieka”, a nie “nie zabijaj, chyba, że to poganin/innowierca/Żyd/homoseksualista. Tak, proszę Państwa, czy kto chce czy nie, mamy coraz więcej cywilizowanych państw na świecie, gdzie etyka naprawdę się liczy. Gdzie pojęcie dobra i zła nie są uzależnione od kaprysów władz religijnych, ale od prostego – nie czyń drugiemu krzywdy.
Wydawałoby się, że to podstawowa zasada Chrześcijaństwa. Tak… muszę chyba przewertować Biblię, czy te zdania Jezusa o miłości na pewno tam są. Ponieważ ludzie, którzy uważają się za przedstawicieli Kościoła Katolickiego sprawiają wrażenie, że te wersety omijają szerokim łukiem. Usiłują mówić ludziom, kogo mają prawo kochać. Absurd w samym tym zdaniu jest tak wielki, że aż trudno go opisać. Otóż, według nich Kościoła nie interesuje, czy jestem dobrym,czy złym człowiekiem, czy robię komuś krzywdę, czy kradnę, kłamię – nie. W pierwszej kolejności Kościół jest zainteresowany kogo kocham. I usiłuje mi zakazać kochać kobietę. Kościół chciałby odebrać mi Narzeczoną, mówiąc, że nie wolno mi okazać jej miłości dotykiem. To sprawa Kościoła, nie moja prywatna, że trwamy z moją Narzeczoną we wspólnym, małżeńskim życiu. Podobno nie mamy do tego prawa a nasza wzajemna miłość – uwaga – jest zła. Samo określenie – wzajemna miłość dwóch dorosłych osób jest zła.
Wciąż mnie to fascynuje, dlaczego. Dlaczego z taką ślepą nienawiścią toczą tę wojnę? Bo tracą władzę nad ludzkim życiem? A szczególnie – nad kobietą? Kobieca seksualność powinna być ściśle podporządkowana mężczyźnie a jeżeli nie, to należy ją sprowadzić do czegoś złego.
Jakże to podatny grunt na umysły wszystkich samotnych, niechcianych mężczyzn, którzy nie mając miłości, braliby kobietę siłą, gdyby tylko zezwoliło im na to prawo.
Jakże przypomina mi to Morgotha.
Ale podobnie jak Varda nie miała w sobie nienawiści i ja jej nie mam. Ona zaświeciła mu nad głową gwiazdy. My – naszą miłość. Niech mu już zawsze świeci prosto w oczy i niech się wścieka:)


A od przynależności do jakichkolwiek klubów zachowaj mnie Eru.

20 Listopad 2009

Naprawdę mdli mnie od tego, co potrafi robić sobie wzajemnie grupa ludzi, którą łączą podobne zainteresowania, za to dzielą religia i światopogląd.
Gdyby nie Elindil odliczałabym dni do 4 grudnia z utęsknieniem, ale chociaż ocean kusi i wzywa, napełnia serce ciepłem, to w duszy tylko lęk i tęsknota chociaż wciąż jeszcze możemy zasypiać w swoich ramionach.
Jeszcze tylko zaprzyjaźnić się na powrót z pianinem i zrobić porządek w nutach… Jeszcze tylko urządzić się w kolejnym wynajętym mieszkaniu, abyś była tam bezpieczna.
A potem? Eru, żebyśmy mogły razem opuścić ten chory kraj i nareszcie spokojnie żyć…
Amen.
Kurcze, nie wiedziałam, że moje pseudo-opowiadania są czytane przez tak wielu… Nie wiem czy śmiać się czy płakać. Żenujące to wszystko.


I w górę do Amanu, start!

17 Listopad 2009

Znów śnię o samolotach.
Serenade of the Seas się zbliża, Elindil odpoczywa…
Będzie dobrze.

Od 5 grudnia jestem tutaj:


bardzo zła jesień

3 Listopad 2009

Elindil w szpitalu. Udar mózgu. Już zdrowieje. Na szczęście skończyło się na strachu. To było najgorsze Halloween w naszym życiu.

Przyjaciółka, co dla wszystkich była wzorem siły i pracoholizmu, odwołuje zajęcia i nie chce żyć, bo ktoś złamał jej serce i duszę. Staramy się nie odstępować jej na krok, teraz ja, potem Elindil.

Za miesiąc statek.

Co jeszcze się wydarzy?
Eru, odpuść już…angel


Serenade of the Seas…

29 Październik 2009

serenade-of-the-seas_i268748

To najwyraźniej było mi przeznaczone. Wrócić raz jeszcze na moje wyspy.
Odzyskać światło i wrócić ze światłem. Kilka miesięcy i początek naszego nowego Życia. Żałuję, że nie możesz popłynąć ze mną Tinwenya…:***
Będziesz tu, kiedy wrócę, prawda?
:*
Twoja E.


Bo chcę pamiętać…

24 Październik 2009

http://www.youtube.com/profile?user=DamiePikowej#p/u/0/sPFaw85prCw
Bo ludzie są smutni. Mają doły, złamane serca. Bo niektórzy rzucają zbyt mocne słowa na wiatr i straszą, mówiąc “zabiję się”.
A Ona tak cicho odeszła. Po prostu pojechała do lasu i tam zakończyła życie.
Bo straszna jest myśl, jak musiało Ją boleć.
I chcę ją pamiętać. Pamiętać smutną dziewczynę na imprezach, która była taka jakaś bardziej cicha i schowana w swoim szaliku, która słuchawkami walkmana odcinała się od rzeczywistości na ulicy. Która była za słaba na ten świat.
Mam nadzieję, że już nie jest smutna… Że jest w świetle…